czwartek, 23 lutego 2017

Opowiadanie- Maryland #1

 1.
Życie nie często mnie zaskakuje. Jako młoda dorosła powinnam szukać sobie miejsca na świecie, rozwijać pasję i szukać miłości. Jednak tak nie jest i nigdy nie było. W tej chwili jestem w drodze do pracy. Autobus jest jak zwykle zatłoczony, a ja jak zwykle stoję, ale to mi nie przeszkadza odstąpiłam miejsce Pani Anderson. Jest ona starszą około 80-letnią miłą kobietą, często z nią gawędzę w sklepie i autobusie. 10 min. Później byłam już przy bogato zdobionej witrynie drogiego sklepu z ubraniami. Niech was nie zwiedzie to zdanie. Moja praca mieściła się obok tego pięknego zakładu, była o wiele bardziej interesująca i prezentowała się cudownie. Cóż to była moja opinia, lecz pewnie większość społeczeństwa by nie poparła mojego stwierdzenia. Otóż pracowałam w małej kwiaciarni „Rose” jak na ironie właścicielką i moją najlepszą przyjaciółką była właśnie Rose. Była ona ode mnie starsza o 7 lat. Oprócz niej w tym wielkim mieście nie miałam zupełnie nikogo bliskiego. Znałam mnóstwo osób ale nikt nie był mi tak bliski jak ona. Uwielbiałam kwiaty i inne rośliny, czuje się przy nich miło i są o wiele ciekawsze niż ludzie.

Szybkim krokiem podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
-Przepraszam Cię Rose za spóźnienie!
-Nic się nie stało kochana widziałam jak się przyglądasz „MadaMe”.
-Oh. Tak. Cóż. – odpowiedziałam zażenowana.
-Spokojnie często widzę jak się przyglądasz tej witrynie i bujasz w obłokach.
-Oj. Ja po prostu…- No nie! Znowu mnie zamurowało! Jestem dość nieśmiała więc często się czerwienie w takich sytuacjach i dziś było tak samo, wyglądałam jak świeżo zerwany burak.
-Okej. –Zaśmiała się dziewczyna - Mogłabyś mi podać tamto pudło – Wskazała na paczkę z ozdobami.
-Jasne już lecę – Również się śmiejąc.

Reszta dnia przebiegła mi spokojnie. Codzienna rutyna już wpiła mi się w krew. Ale za pół roku wszystko się zmieni. Bowiem dostałam się na bardzo dobre studia. Miałam szczęście, że babcia zostawiła mi dość spory spadek, bo gdyby nie to wylądowałabym na Warszawskiej ulicy , a nie jako dość dobrze zarabiająca kwiaciarka w… No właśnie! Zapomniałam opowiedzieć kim ja tak naprawdę jestem!

Nazywam się Maria Szweda. Jednak nikt nie jest w stanie tu tego wymówić więc TERAZ przedstawiam się jako Mary. Mam w planach zmianę nazwiska w takie jakie miała moja kochana babunia – Brown (jest to nazwisko które przybrała po moim dziadku który pochodził z Angli). Mam 21 lat, skończyłam liceum z wyróżnieniem i zdałam maturę z dobrymi wynikami. W Stanach mieszkam już 2 lata, wyjechałam z Warszawy zaraz po zakończeniu szkoły i sprzedaniu apartamentu po babci. Moje miasto jest jak każde inne w którym byłam – zatłoczone i zanieczyszczone, ale ma swój urok – urok Nowego Yorku, cóż ta nazwa do czegoś zobowiązuje. Co do spraw sercowych to… NIGDY się nie zakochałam, nie miałam chłopaka i dlatego jest mi teraz trudno stwierdzić czy się komuś podobam.

Wieczór spędziłam z przyjaciółką i jej chłopakiem w pubie.

-Mary? Masz ochotę jutro wyskoczyć do ZOO? – Zapytał chłopak Rose – Andy.

O NIE! Co miesiąc to samo! Próbują mnie znowu zeswatać z jakimś swoim znajomym lub krewnym.. Yhh… Założe się, że Rose za chwile opowie mi, że DZIWNYM przypadkiem wybiera się z nimi ktoś jeszcze.

-Bo wiesz.. – Zaczęła kumpela – Alex się wybiera z nami i mogłabyś z nim trochę pogadać, ostatnio mówił, że świetnie się z tobą bawił – Punkt dla mnie! Jak zwykle przewidywalni, ale ja nie będę im dłużna odpowiem to samo co zawsze od chwili kiedy wspomniany Alex, czyli brat And’iego , spędził ze mną czas. Dupek, cały czas przyglądał się sobie we wszelakich lustrach i próbował mnie upić, na szczęście jestem inteligentna.
-Nie dzięki muszę coś zrobić – Szybko się wymigałam.
-Szkoda bo on naprawdę nalegał – Powiedziała Rose ze szczenięcymi oczami.
-Niestety naprawdę nie mam czasu.
-Daj jej już spokój kochanie, nie będziemy się narzucać – Andy też nie przepadał za swoim przyrodnim bratem, to można było zauważyć od razu.
-No dobrze, niech ci będzie, ale nie masz niedzieli zmarnować na siedzenie i czytanie jakiejś książki… Znowu – Odparła zmartwiona przyjaciółka
-Jasne akurat wybieram się na małe zakupy.
-Jak wrócisz masz mi wysłać zdjęcia co upolowałaś! – Rozkazała Rose
-Tak, tak jak zwykle.

Po miło spędzonym wieczorze położyłam się w wannie ze swoją ukochaną książką, a po tym zmęczona dniem położyłam się do łóżka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz