Życie nie często mnie zaskakuje. Jako młoda dorosła powinnam
szukać sobie miejsca na świecie, rozwijać pasję i szukać miłości. Jednak tak
nie jest i nigdy nie było. W tej chwili jestem w drodze do pracy. Autobus jest
jak zwykle zatłoczony, a ja jak zwykle stoję, ale to mi nie przeszkadza
odstąpiłam miejsce Pani Anderson. Jest ona starszą około 80-letnią miłą
kobietą, często z nią gawędzę w sklepie i autobusie. 10 min. Później byłam już
przy bogato zdobionej witrynie drogiego sklepu z ubraniami. Niech was nie
zwiedzie to zdanie. Moja praca mieściła się obok tego pięknego zakładu, była o
wiele bardziej interesująca i prezentowała się cudownie. Cóż to była moja
opinia, lecz pewnie większość społeczeństwa by nie poparła mojego stwierdzenia.
Otóż pracowałam w małej kwiaciarni „Rose” jak na ironie właścicielką i moją
najlepszą przyjaciółką była właśnie Rose. Była ona ode mnie starsza o 7 lat.
Oprócz niej w tym wielkim mieście nie miałam zupełnie nikogo bliskiego. Znałam
mnóstwo osób ale nikt nie był mi tak bliski jak ona. Uwielbiałam kwiaty i inne
rośliny, czuje się przy nich miło i są o wiele ciekawsze niż ludzie.
Szybkim krokiem podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
-Przepraszam Cię Rose za spóźnienie!
-Nic się nie stało kochana widziałam jak się przyglądasz „MadaMe”.
-Oh. Tak. Cóż. – odpowiedziałam zażenowana.
-Spokojnie często widzę jak się przyglądasz tej witrynie i bujasz
w obłokach.
-Oj. Ja po prostu…- No nie! Znowu mnie zamurowało! Jestem
dość nieśmiała więc często się czerwienie w takich sytuacjach i dziś było tak
samo, wyglądałam jak świeżo zerwany burak.
-Okej. –Zaśmiała się dziewczyna - Mogłabyś mi podać tamto
pudło – Wskazała na paczkę z ozdobami.
-Jasne już lecę – Również się śmiejąc.
Reszta dnia przebiegła mi spokojnie. Codzienna rutyna już
wpiła mi się w krew. Ale za pół roku wszystko się zmieni. Bowiem dostałam się
na bardzo dobre studia. Miałam szczęście, że babcia zostawiła mi dość spory
spadek, bo gdyby nie to wylądowałabym na Warszawskiej ulicy , a nie jako dość
dobrze zarabiająca kwiaciarka w… No właśnie! Zapomniałam opowiedzieć kim ja tak
naprawdę jestem!
Nazywam się Maria Szweda. Jednak nikt nie jest w stanie tu
tego wymówić więc TERAZ przedstawiam się jako Mary. Mam w planach zmianę
nazwiska w takie jakie miała moja kochana babunia – Brown (jest to nazwisko
które przybrała po moim dziadku który pochodził z Angli). Mam 21 lat,
skończyłam liceum z wyróżnieniem i zdałam maturę z dobrymi wynikami. W Stanach
mieszkam już 2 lata, wyjechałam z Warszawy zaraz po zakończeniu szkoły i
sprzedaniu apartamentu po babci. Moje miasto jest jak każde inne w którym byłam
– zatłoczone i zanieczyszczone, ale ma swój urok – urok Nowego Yorku, cóż ta
nazwa do czegoś zobowiązuje. Co do spraw sercowych to… NIGDY się nie
zakochałam, nie miałam chłopaka i dlatego jest mi teraz trudno stwierdzić czy
się komuś podobam.
Wieczór spędziłam z przyjaciółką i jej chłopakiem w pubie.
-Mary? Masz ochotę jutro wyskoczyć do ZOO? – Zapytał chłopak
Rose – Andy.
O NIE! Co miesiąc to samo! Próbują mnie znowu zeswatać z
jakimś swoim znajomym lub krewnym.. Yhh… Założe się, że Rose za chwile opowie
mi, że DZIWNYM przypadkiem wybiera się z nimi ktoś jeszcze.
-Bo wiesz.. – Zaczęła kumpela – Alex się wybiera z nami i
mogłabyś z nim trochę pogadać, ostatnio mówił, że świetnie się z tobą bawił –
Punkt dla mnie! Jak zwykle przewidywalni, ale ja nie będę im dłużna odpowiem to
samo co zawsze od chwili kiedy wspomniany Alex, czyli brat And’iego , spędził
ze mną czas. Dupek, cały czas przyglądał się sobie we wszelakich lustrach i
próbował mnie upić, na szczęście jestem inteligentna.
-Nie dzięki muszę coś zrobić – Szybko się wymigałam.
-Szkoda bo on naprawdę nalegał – Powiedziała Rose ze
szczenięcymi oczami.
-Niestety naprawdę nie mam czasu.
-Daj jej już spokój kochanie, nie będziemy się narzucać –
Andy też nie przepadał za swoim przyrodnim bratem, to można było zauważyć od
razu.
-No dobrze, niech ci będzie, ale nie masz niedzieli
zmarnować na siedzenie i czytanie jakiejś książki… Znowu – Odparła zmartwiona przyjaciółka
-Jasne akurat wybieram się na małe zakupy.
-Jak wrócisz masz mi wysłać zdjęcia co upolowałaś! –
Rozkazała Rose
-Tak, tak jak zwykle.
Po miło spędzonym wieczorze położyłam się w wannie ze swoją
ukochaną książką, a po tym zmęczona dniem położyłam się do łóżka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz